Apex theropod

APEX Theropod: Collected Edition – A Deck Building Game – Recenzja

Gier bez prądu, gdzie wiodącym tematem są dinozaury, na rynku jest bardzo niewiele. Pomijając dość średnie gry wydane na licencji „Jurassic Park”, wiele z tych gier nawet nie trafia na półki sklepowe, pozostając kickstaterowymi exclusive’ami na które mogą są pozwolić nieliczni. A szkoda, bo sporo z tych produkcji zasługuje na swoje 5 minut w świetle reflektorów. Takim tytułem jest właśnie APEX Theropod o którym dziś Wam opowiem.

O czym jest ta gra?

Większość gier w tematyce dinozaurowej najczęściej pozwala na zarządzanie parkiem rozrywki lub od biedy postrzelanie lub uciekanie od gadów. Już pomijając wybitną posuchę w temacie, gry w których możemy się wcielić w prehistoryczną bestię by siać spustoszenie można policzyć na palcach jednej ręki. I tu wchodzi właśnie APEX Theropod cały na biało. Wcielamy się tu w jednego z czternastu gatunków dinozaurów, które będą walczyć o dominację na tych terenach. Gatunek, który poprowadzimy do bycia szczytem łańcucha pokarmowego, będzie wspierany przez liczne karty ewolucji, które ułatwią nam zdobycie tytułu superdrapieżcy. Nie będzie to łatwe. Kraina, którą zamieszkujemy, jest pełna niebezpieczeństw. W okolicy nie tylko są inne dinozaury, ale też grasuje drapieżnik z którym przyjdzie nam się zmierzyć w walce o dominację.

„APEX: Theropod” rozłożony i gotowy do gry

Mechanika:

Zanim rozpoczniemy rozgrywkę należy wybrać gatunek dinozaura który poprowadzimy na szczyt łańcucha pokarmowego. Opis przygotowania każdej rozgrywki jest dokładnie przedstawiony w instrukcji i nie powinien stanowić problemu nawet dla osób, które z angielskiego są średnie. Gra jest podzielona na 7 tur + jedną przygotowującą każdą, kolejną rundę.

Rozpoczynamy od dociągnięcia 6 kart na rękę z naszego decku startowego, po czym przechodzimy do dociągnięcia karty środowiskowej. Ta przedstawi nam jakie obecnie warunki panują na terenie w którym przebywamy oraz co musimy zrobić. Każdy gracz musi bezwzględnie zastosować do wytycznych na tej karcie. W chwilę potem zapełniamy pole tzw. Game trail lokalnymi zwierzętami, które będą stanowić dla nas łakomy kąsek lub też zagrożenie. Zaraz potem zapełniamy rubrykę Evolve Pool, gdzie będziemy mogli w późniejszym etapie kupić karty ewolucji, które wzmocnią nasz gatunek.

Jurassic World Evolution 2 – Recenzja

Kiedy już to zrobimy możemy przejść do pierwszej z siedmiu faz gry. Całość otwiera tzw. faza alertu, która aktywuje karty ostrzeżeń znajdujące się na ręku gracza (jeśli takie są). Owa faza ma to do siebie, że może nam spłoszyć lub też postawić w stan gotowości część zwierzyny na terenie łowieckim. Efekt jest taki, że część potencjalnych ofiar ucieknie, zaś inne będą postawione w stan gotowości przez co albo ich nie upolujemy w ogóle albo przyjdzie nam za to zapłacić licznymi obrażeniami. Jakby tego było mało, nasze dinozaury przyczajone w gęstwinie stracą swój kamuflaż.

Druga faza polega na postawieniu kart naszych dinozaurów na tzw. ambush point z którego, w kolejnej rundzie, będzie można zaatakować zwierzęta pasące się na Game Trail lub innego gracza, jeśli gramy w trybie multiplayerowym. Możemy maksymalnie położyć na to pole do trzech kart rewersem do góry. Minusem takiego rozwiązania jest dociągnięcie karty Alert do naszej puli kart (choć są od tego wyjatki) , a także pomniejszenie ręki o te karty w przyszłych rundach. Przynajmniej dopóki tych kart nie zagramy lub nie zostaną one spłoszone wspomnianym alertem.

Zawartość pudełka

Kolejnym krokiem jest faza ewolucji, w której zagrywamy karty z dopiskiem Evolve, co da naszemu gatunkowi przewagę w dalszej części rundy np. pozwalając zwiększyć rękę lub też dociągnąć karty z naszej puli kart odrzuconych.

Następna runda to jest właśnie to czym żyje APEX Theropod czyli polowanie na inne dinozaury. W grze mamy dwie formy waluty – Hunt Points i Evolve Points. Używając kart naszego gatunku posiadających Hunt Points, kolejno zagrywamy je na naszą planszę i eliminujemy potencjalne ofiary z pola Game Trail. Musimy przy tym pamiętać by stosować do reguł opisanych na kartach naszych zdobyczy. Raz może obejść się bez obrażeń, innym razem może dojść do śmierci jednego z naszych pobratymców. Dopóki mamy wystarczającą ilość punktów łowów, dopóty możemy polować. Co nam dają łowy? O tym za chwilę.

Następną fazą gry jest faza zakupów. To w niej wydajemy punkty ewolucji (druga waluta w grze), które zdobywamy za upolowane dinozaury z poprzedniej fazy. Tu możemy dokonać zakupów z dostępnych kart na polu Evolve Pool lub też z naszego, prywatnego decku o nazwie Apex Deck. Ten pierwszy pozwala na wzmocnienie naszych genów, dzięki czemu będziemy odporniejsi na wyzwania jakie gra nam postawi. Drugi zaś pozwoli na zasilenie naszych szeregów kolejnymi dinozaurami z naszego gatunku, które pomogą nam wspiąć się na szczyt.

Przedostatnią fazą jest fazą końcowa, w której możemy zagrać wszystkie karty, które pozostały nam na ręku już w dowolnej kolejności.

Przykładowa karta

Ostatnia faza polega na odrzuceniu wszystkich kart z ręki na nasz prywatny stos kart odrzuconych, sprzątnięciu planszy i przygotowaniu się na kolejny sezon w tym bezlitosnym świecie. Słowem, wracamy do punktu pierwszego. 

I tak aż do wyczerpania puli kart środowiska, którą zwieńcza wielka zagłada oraz ostateczna rozgrywka między nami, a bossem. 

Tak z grubsza i bardzo ogólnikowo prezentuje się mechanika gry. Jest to rasowy deck-builder w którym będziemy budować swoją talię poprzez kupowanie kolejnych kart z planszy i usuwając te, które są albo zwyczajnie za słabe albo te, które nam przeszkadzają w rozgrywce jak np. rany. 

Więc co jest takiego dobrego w tej grze?

Poza samą rozgrywką, która daje Ci odczuć, że jesteś lokalnym drapieżnikiem z którym trzeba się liczyć, gra po prostu ocieka klimatem. Pomagają w tym wspaniałe planszetki oraz karty na których mamy uwiecznione wizerunki dinozaurów. Nie są to byle jakie obrazki, a fotografie zaprojektowane specjalnie na potrzeby tej gry. I pewnie, moglibyśmy się przyczepić, że wygenerowany komputerowo dinozaur widocznie różni się od realnego tła, ale złej baletnicy to przeszkodzi rąbek w spódnicy jak mawia przysłowie. Wiele z tych obrazków zresztą fruwa po sieci i bynajmniej nie dlatego, bo autorzy ściągnęli te fotografie na swoje karty, a raczej na odwrót. 😉

Pudło mieści ponad tysiąc kart wśród których znajdziemy karty bossów, zwierzyny, ran, środowiska, a przede wszystkim dinozaurów, którymi przyjdzie nam sterować. Każdy z decków możemy spersonalizować pod swoje widzimisie lub pozwolić grze na wylosowanie nam talii na ślepo. 

W zestawie znajdziemy również planszę zmagań i sześć pomniejszych planszetek dla innych graczy. APEX Theropod jest przeznaczony na rozgrywkę do sześciu graczy, aczkolwiek w mojej skromnej opinii najlepiej skaluje się w grze… solo. Rozwiązania dla gry multiplayerowej w moim mniemaniu, nie dają tak satysfakcjonującego odczucia jakby to ma miejsce w przypadku gry solowej, ale o tym za chwilę. Jeśli zatem grać to albo samemu albo góra z dwoma osobami. 

Znacznik pierwszego gracza

Edycja kompletna charakteryzuje się tym, że w pudle znajdziemy wszystkie dodatki jakie się do tej pory ukazały. Pierwotnie gra pojawiła się w 2015 roku i od tamtej pory wyszło całkiem sporo dodatków do niej. Chcecie robo-dinozaury? Proszę bardzo. A może kampania w typie zombie-dinozaurów? Mamy to. Przy ponad tysiącu kart, APEX Theropod oferuje sporą regrywalność. Przy dość prostych zasadach, które mogą się na pierwszy rzut oka wydawać skomplikowane, obstawiam, że APEX jedną z lepszych gier w swojej tematyce i mam tu na myśli rodzaj gry niż jej klimat, bo ten jest unikatowy.

Jakość komponentów również nie pozostawia wiele do życzenia. Karty są wykonane z grubej tektury. Plansze są stylizowane na jurajski świat i również są bardzo dobrze wykonane. Sprawia to poczucie, że wiemy na co poszły nasze ciężko zarobione pieniądze. W środku jest również metalowa moneta, która będzie znacznikiem pierwszego gracza. Wizualnie wygląda wspaniale. 

To co zatem jest nie tak?

No dobrze, ale jak wszyscy wiemy, nie ma róży bez kolców. Największy mankament APEX’a pozwolę sobie zostawić na koniec tego fragmentu recenzji. Pierwszym zgrzytem, z którym co prawda fani Jurassic Park nie powinni mieć problemu, jest brak naukowej poprawności. W APEX’ie nie ma problemu by tyranozaur zmierzył się ze spinozaurem albo giganotozaur spotkał utahraptory. W pudle, oprócz wspomnianych zombie czy cyber-dinozaurów. są również fikcyjne gady takie jak Rexonator, będący jakąś hybrydą tyranozaura. Autorzy co prawda zaznaczyli na początku instrukcji, iż APEX Theropod nie ma być w żadnym wypadku gra o podłożu dodatkowo edukacyjnym, ale znając środowisko dinozauromaniaków, Ci i tak mogą mieć z tym problem.

Trailer dla „Jurassic World: Camp Cretaceous 4” właśnie trafił do sieci

Kolejnym aspektem będzie na pewno wysoki próg wejścia. Pisałem wyżej, że gra jest prosta dość i przejrzysta w swoich zasadach, ale przebicie się przez te 9-10 rund może być niczym droga przez mękę. Karty w grze są bezlitosne niczym prehistoryczne środowisko.  W jednej chwili będziemy dominującym dinozaurem na terenie, by w chwile później zostać ściągniętym do parteru. Wielokrotnie do naszej ręki będą wpadać przeszkadzające karty, które uniemożliwią nam łowy i zakupy. Raz miałem sytuację, gdzie cała moja ręka była zapchana kartami ran. W grze co prawda nie da się umrzeć, aczkolwiek punktacja na sam koniec gry (podliczona z naszych ofiar) pokaże nam, że byliśmy skazani na śmierć od poczęcia w gnieździe. I tak, to jest terminologia na gracza z najniższą ilością punktów. Chociaż gra ma kilka progów trudności, nawet wygrana na najłatwiejszym nie należy paradoksalnie do łatwych. Takie coś może skutecznie odstraszyć osoby od APEX Theropod

Ważnym aspektem jest granie w multiplayer, a konkretnie chodzi o starcia z bossem. O ile potyczki z bossem w trybie solo są dość regularnym zjawiskiem, tak w przypadku rozgrywki w trybie multiplayerowym, boss pojawia się dopiero na końcu. Pokonanie go nie jest już tak emocjonujące jak starcie w trybie singlowym. W solo nasze szanse są w dużej mierze zależne od kart i tego czy rozgrywka w ogóle pójdzie dalej do przodu. Decyduje o tym punktacja i próg ataku, który zadajemy drapieżnikowi. W przypadku multiplayera, finałowa walka kończy się podliczeniem punktów z kart które aktualnie mamy na ręku i od ich ilości zależy nasze końcowe powodzenie w potyczce. Na tym się kończy walka. Żadnych dodatkowych rund. Nic. Ciężko to sprecyzować, ale żeby zrozumieć musielibyście zagrać. Ja podczas rozgrywki z ukochaną byłem dość mocno zdziwiony i czułem ogromny niedosyt podczas finałowej konfrontacji. Istnieje wariant gry by z bossem walczyć zgodnie z zasadami singlowymi na multiplayerze, ale przy większej ilości osób robi się to dość czasochłonne i chaotyczne. APEX Theropod sam w sobie dobrze się sprawdza w max 4 osoby w moim mniemaniu. Nowsi gracze mogą mieć problem z ogarnięciem rund, gdyż część z nich wykonujemy w kolejności graczy , a część wszyscy jednocześnie. 

Rozpisywałem się wyżej nad jakością komponentów. Te, jak pisałem, są naprawdę wspaniałe. Jedynym czemu mogę mieć coś do zarzucenia są separatory. Są one wykonane z dużo tańszego jakościowo papieru. Łatwo się gną i rwą. Ja mając już kilka rozgrywek za sobą, większość mam powyginane. Oczywiście na plus pozostaje kwestia ich wizualnego wykonania. Mało który wydawca tak precyzujnie określa karty za pomocą przekładek. Jest to zdecydowanie wygodniejsze niż w takiej serii jak Legendary, gdzie przekładki sami musimy sobie podpisywać. 

Kolejną rzeczą, która prawdopodobnie odrzuci wiele osób, jest brak polskiej wersji językowej. Chociaż APEX jest raczej grą o dość prostym języku który, jak wspomniałem, średnio rozgarnięty człowiek zrozumie, dla naszych rodaków bywa to bariera nie do przebrnięcia. 

Inna przykładowa karta

No finalnie największy zgrzyt całej gry. Jest to cena i dostępność. APEX Theropod był (i póki co jest) grą ekskluzywnie kickstarterową, a co za tym idzie, nabycie jej jest możliwe jedynie z drugiej ręki. Są jakieś niewyraźne informację o wersji retail, która być może nawet w przyszłym roku trafi do sklepów, ale to nadal będzie produkt poza zasięgiem wielu. Ktoś kto nie gra w planszówki czy gry karciane nie usprawiedliwi sobie wydania 500 PLN na dość niewielkie (choć zdecydowanie bardzo ciężkie) pudełko pełne kart. Ze względu jednak na cenę, gra raczej nie wznosi się ponad to ile kosztowała w dniu wysyłek z KS’a na rynku wtórnym. Nie oszukujmy się, mało kto jest w stanie tyle dać za produkt. Zwłaszcza jak nie wiemy czy gra w ogóle trafi w nasze gusta.

Werdykt:

Ja po rozważeniu za i przeciw, postanowiłem dać APEX Theropod szansę. Największe obawy miałem oczywiście związane z wydaniem pieniędzy tak naprawdę na kota w worku. Mam kilka gier tego typu w domu i grywam w nie od święta m.in. wspomniane Legendary. Zatem moje obawy wydawały mi się zrozumiałe. Jak się okazuje, zakup był strzałem w dziesiątkę. Kto wie to nie mój najlepszy zakup jeśli idzie o gry bez prądu w tym roku. Dlaczego? Gry nauczyłem się w jeden dzień. To jest dość niespotykane w moim przypadku, albowiem bardzo często czekam na jakiś wolny dzień by przysiąść do jakiegoś tytułu, a i tak często pomieszam coś w rozgrywce. W przypadku APEX’a poszło niesamowicie prosto. Mało tego, APEX Theropod wylądował od dnia zakupu (ok. 2 tygodnie temu w momencie jak piszę tą recenzję) na moim stole dobre już 6-7 razy. Do tej pory żadnej grze się tego nie udało w tak krótkim czasie. Rewelacyjne wykonanie i naprawdę ogrom regrywalności sprawia, że ten tytuł stał się z miejsca moją ulubioną grą w kolekcji. Dorzućmy do tego tematykę i dla mnie jest to murowany hit. Jeśli interesujecie się tematyką planszówkową, warto zdecydowanie dać APEX’owi szansę. Tym bardziej, że gier o podobnej tematyce na rynku jest bardzo nie wiele. 

Facebook Comments Box