camp cretaceous

„Jurassic World: Camp Cretaceous – Sezon III” – recenzja bezspoilerowa

Dzisiejszego dnia na Netflix wjechał czwarty już sezon „Jurassic World: Camp Cretaceous”. Animowany spin-off głównej serii traktującej o dinozaurach jest wielkim hitem wśród fanów, nie tylko tych młodszych. Czwarta odsłona przygód Dariusa i spółki była trzymana w głębokiej tajemnicy przez długi czas. Prawdopodobnie przyczyną był fakt, iż czwarty sezon bardzo mocno odskakuje od przyjętych formuł. Czy to dobrze? Kwestia subiektywna.

Dla tych co nie wiedzą czym jest Jurassic World: Camp Cretaceous mała garść informacji. Serial opowiada o losach nastolatków, którzy w wyniku nieszczęśliwych wypadków pozostali uwięzieni na isla Nublar czyli wyspie na której Simon Masrani otworzył swój Jurassic World. Perypetie bohaterów na isla Nublar mogliśmy śledzić przy okazji poprzednich sezonów, zaś czwarty przełamuje ten schemat. Dzieciakom ostatecznie udaje się uciec z wyspy, ale to nie koniec ich przygód, albowiem lądują na kolejnej. Jak się okazuje dość szybko, również opanowanej przez dinozaury.

„Jurassic World: Camp Cretaceous – Sezon II” – spoilerowa recenzja

Nowe perypetie dzieciaków odbiegają schematem zupełnie od tego co widzieliśmy poprzednim razem. Tym razem Darius i jego grupa trafiają na tropikalną wyspę o nieznanej nazwie, która dosłownie nafaszerowana jest technologią. Bardzo szybko orientują się, że wyspa jest podzielona na sztucznie stworzone środowiska w których przebywają różne gatunki zwierząt. Kto za tym stoi? Co tu się dzieje? Na te pytania ekipa obozowiczów musi znaleźć odpowiedzi.

Jak wspomniałem, scenarzyści postawili na zupełnie nowy schemat przygód. Jasne, dalej jesteśmy na wyspie, ale tu, oprócz dinozaurów (o których za chwilę) wyspa jest opanowana także przez dziwne roboty, które pilnują biomów. Nad całością piecze sprawuje (przynajmniej w teorii) Dr. Maya Turner z którą główni bohaterowie szybko zaczynają sympatyzować. Wiadomo jednak, że bez powodu nie stworzono by 12 odcinków sezonu by oglądać jak dzieciaki wraz z doktor obserwują zwierzęta, więc szybko się coś psuje. Roboty zaczynają się buntować i szybko się okazuje, że ktoś znacznie groźniejszy ciągnie tu za sznurki.

Nowy sezon odpowiada na część postawionych pytań w poprzednich przygodach. Wreszcie dowiadujemy się co nieco o tajemniczej korporacji Mantah. Nasz nowy antagonista to zdecydowanie najciekawsza postać w nowym sezonie. Kash, bo tak się też nazywa, to psychopata, który zrobi literalnie wszystko dla pieniędzy. Nie stroni absolutnie od sadystycznych zachowań wobec zwierząt, a kiedy tylko coś nie idzie po jego myśli, wpada w absolutny szał niczym Kylo Ren w Star Wars. Wspomniana Dr. Maya robi za przewodnika dla dzieciaków. Jest typowa, dobra bohaterka, której dobro po prostu leje się z oczu. O bohaterach nie ma co tu za dużo pisać nowego, bo Ci są dokładnie tacy sami jacy byli, o czym wspominałem w poprzednich recenzjach. Nadal nad dzieciakami czuwa jakaś siła, która sprawia, że dinozaury w ostatniej chwili tracą zainteresowanie ludziną albo coś dzieciaki ratuje z opresji. Jest to tak samo okropnie widoczne jak w poprzednich sezonach. Od początku wiemy, że dzieciakom po prostu nic nie ma prawa się stać. Rozwiązania niektórych wątków są super infantylne, a twórcy nadal boją się pokazać kropli krwi na ekranie. Wprowadzono jednak kilka nowych rzeczy. Widać, że dzieciaki nieco wydoroślały przez rzeczy, które ich spotkały. Ponadto będziemy obserwować rozkwitające uczucie między dwójką bohaterów. Takie miłosny podchody naprawdę się przyjemnie ogląda i aż jestem ciekaw w jakim kierunku to pójdzie dalej.

Warto tu wspomnieć o pozostałych antagonistach w nowym sezonie. Są nimi roboty o nazwie BRAD pod kontrolą wspomnianego Kasha. Ich zadaniem teoretycznie jest kontrola biomów w jakich znajdują się zwierzęta i eksterminacja wszelkich zagrożeń. Wiadomo jednak, że złoczyńca szybko zaczyna ich używać do własnych celów. Przyznam szczerze, że mam strasznie mieszane odczucia w tej kwestii. Co prawda Jurassic World pokazał nam technologie (i w perspektywie Jurassic Park też), które na tą chwilę nie mieszczą się w ramach tego co potrafimy osiągnąć. Nie jestem jednak pewien czy zaawansowane technologicznie drony czy roboty to nie jest za dużo. Zwłaszcza, że początkowy model to nie jedyny jaki zobaczymy w odcinkach. Skłaniałbym się raczej by nie eksploatować za bardzo tego tematu, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy podzielą moje zdanie.

camp cretaceous smilodon

W odróżnieniu od poprzednich sezonów, w nowym Camp Cretaceous nie uświadczymy także szerokiej gamy dinozaurów. Podczas gdy poprzednie sezony zalewały nas różnorakimi gatunkami zwierząt, tak tu ich obecność została znacznie ograniczona. Co prawda pojawiają się nowe rodzaje, a także powracają bardzo starzy znajomi z gadziej menażerii, ale wszystko wydaje się być bardziej stonowane. Easter-eggów, które mogliśmy wyłapywać przy okazji poprzednich sezonów, też jest znacznie mniej. Serial skupił się dużo bardziej na perypetiach dzieciaków i antagonisty niż samych dinozaurach. Uważam to za dobre, gdyż ewentualna walka o przetrwanie wydaje się być nieco bardziej realna, gdyż dzieciaki nie widzą zagrożenia na każdym kroku. Baty jednak ogromne należą się twórcom za nieścisłości kanoniczne względem poprzednich części. Niechaj przykładem będą dwa tyranozaury, które oba są samicami mimo, że barwa jednego z nich ewidentnie wskazuje do samca. Osobiście rozczarowany jestem również spinozaurem, który powrócił w tym sezonie. Kolorystycznie nie przypomina on w ogóle superdrapieżnika, który ganiał po wyspie Sorna Alana Granta i Kirbych. Mało tego, dinozaur otrzymał zupełnie nowy ryk, który nie przypomina charakterystycznego ryku spinozaura, który znamy i kochamy. Jest to okropne rozczarowanie. Dinozaur sam w sobie też nie jest przesadnie eksploatowany. Widać, że twórcy po prostu nie odrobili pracy domowej. Starzy fani, tacy jak ja, po prostu wyłapują takie niuanse, które skutecznie psują nam odbiór.

Podobał mi się za bardzo nacisk na wykorzystywanie zwierząt do celów zarobkowych. Widać, że twórcy próbują przemycić nieco, jakże ważnego tematu, którym jest znęcanie się nad zwierzętami. To sprawia, że produkcja rośnie nieco w moich oczach. Jest to dość świeże spojrzenie na serię, które podobno będzie również eksploatowane przy okazji Jurassic World Dominion.

„Jurassic World: Camp Cretaceous – Sezon III” – recenzja względnie bezspoilerowa

Złego słowa nie można ponownie powiedzieć na same dinozaury. Te wyglądają naprawdę wspaniale i ich widok zapiera dech w piersiach. Animacja nadal jest jedną z lepszych jakie widziałem. Las wreszcie wygląda jak gęsta dżungla, a nie park z równiutko przystrzyżonym trawnikiem, jak miewało to miejsce przy okazji poprzednich sezonów. Tu zdecydowanie na plus. Minus natomiast należy się za warstwę muzyczną. Jest jakby mniej obecna w całym sezonie i wypada znacznie gorzej niż w poprzednich przygodach.

Podsumowując, najnowszy sezon Jurassic World Camp Cretaceous jest bardzo nierówny. Z jednej strony mamy skok w zupełnie nowy temat z zastosowaniem zupełnie nowych rozwiązań. Z drugiej, brakuje mi w nim czegoś co czyniło tą serię (i mówię tu o całości) tym czym jest. Niestety zaprezentowane rozwiązania na pewno nie wszystkim przypadną do gustu. Mam wrażenie, że w nowym sezonie nie czuć już tak ducha Jurassic Park, ale podejrzewam, że jest to kwestia gadania starego piernika, który po prostu woli stare części. Wraz z nowym pokoleniem, seria stara się celować w nowych odbiorców. Czy to wystarczy by podtrzymać ich zainteresowanie? Czas pokaże, zwłaszcza, że to jeszcze nie koniec.

Serial jest dostępny na platformie Netflix

 

Facebook Comments Box